Ten rozdział jest jeszcze zamknięty
Aby go przeczytać, odblokuj go za świetliki.
Zaloguj się, aby sprawdzić swoje świetliki i odblokować rozdział.
Sobota. Już od rana, trudno było się jej podnieść z łóżka. Jej ciało było ciężkie i powolne. Mimo to, wstała jak zawsze o 7:45. Jak zawsze pościeliła łóżko, zrobiła herbatę w wysokim kubku z kotem, zamieszała dokładnie 4 razy. Jak zawsze. Obmyła twarz, mechanicznie nałożyła krem, założyła sobotni niebieski sweter. Zapaliła świeczkę, wyciągnęła odkurzacz i zaczęła sprzątanie. Potem przygotowała jedzenie. Te same kanapki z serem i ogórkiem, co zazwyczaj, kiedy nie musiała wychodzić do gabinetu. I choć wszystko przebiegało jak co sobota, czuła, że dzień wymyka się spod kontroli. A ona traciła grunt pod nogami, bo nie wiedziała dlaczego. I to było najgorsze. Co jest nie tak – pytała w myślach pomiędzy wycieraniem półek z kurzu, a podlewaniem kwiatów. Na szczęście, miała swoją tajną broń – rozłożyła papier i przybory do malowania, włączyła kojącą muzykę i weszła w rytm, znikając zupełnie na kilka godzin. Jej obrazy często ją zaskakiwały – tak było i tym razem. Z tym, że zamiast zachwytu, satysfakcji i ulgi poczuła jeszcze większy ciężar. Obraz przedstawiał staruchę. Wszystko w ciemnych barwach. I to ona czuła się tą staruchą – zmęczoną, suchą, skostniałą, zastygłą w bezruchu, w swojej skorupie bez wyrazu.
Resztę dnia spędziła w otępieniu i rutynowych czynnościach. Dopiero sen przyniósł błogą nieświadomość.
✨ Rozwiń opis
Jeszcze kilka dni Ada żyła doświadczeniem pierwszej odbytej sesji u Bianki. Jej gabinet zdawał się być magicznym miejscem, w którym wszystko jest dokładnie takie jakie być powinno. Miała wrażenie, że sama aura tego miejsca poukładała kilka elementów jej układanki. W tę sobotę wstała wyjątkowo wcześnie – spojrzała na zegarek 4:50. Nie czuła się jednak śpiąca ani zmęczona, poczuła się zainspirowana i radosna. Promienna. To idealny moment na gimnastykę. Wyprostowała się sprężyście, a potem ukłoniła do wstającego słońca. Zjadła lekkie śniadanie i postanowiła wyruszyć na rower. Chłodne powietrze poranka zarumieniło jej policzki, a długie włosy rozwiały się na wszystkie strony. Czuła się wolna. Poranne słońce nieśmiało iskrzyło pomiędzy budynkami i drzewami, a na twarzy Ady mimowolnie pojawił się wdzięczny uśmiech, żeby przeistoczyć się w delikatny radosny skrzący śmiech. Czuła całą sobą wdzięczność i radość, taką iskrę miłości do świata.
✨ Rozwiń opis
Kolejne spotkanie w gabinecie miały wyznaczone na wtorek rano. Poranek Ady był zabawnym chaosem – poszukiwania pasujących do siebie skarpetek (dobra już nie muszą być do pary), śniadania połączonego ze wszystkich zdatnych składników, które były w lodówce, radosnego chodzenia po domu i zapominania, po co była w danym miejscu, podśpiewywania i podskakiwania. Ada nastawiona entuzjastycznie pojawiła się tym razem za 5 dziewiąta i przebierała nogami z zimna, bo założyła na siebie o jedną warstwę ubrań za mało. Bianka przyszła punktualnie, jak zawsze.
Sesja zaczęła się od zapalenia świeczki, ustawienia dyfuzatora z przyjemnym zapachem, zaparzenia herbaty. To krzątanie się Bianki po gabinecie i ustawianie wszystkiego, aby była przyjemna atmosfera bardzo się Adzie podobało i inspirowało ją. Zrobię tak samo w domu – myślała – wyobrażając sobie siebie każdego ranka wprowadzającą miłą atmosferę do swojego życia w cichy poukładany sposób. Przypomniała sobie swoje poranki i wybuchnęła sama do siebie szczerym śmiechem.
Sesja zaczęła się zwyczajnie. Bianka otworzyła notes i zagadnęła – to od czego zaczynamy?
Słowa znalazły się same. Ada mówiła, chłonąc każdy najdrobniejszy element przestrzeni przepuszczonej przez codzienną troskę Bianki. Czuła się tutaj otulona subtelnym, kojącym pięknem. Bianka patrzyła na Adę z coraz większym zainteresowaniem – na jej żywą gestykulację, błysk w oczach, kolorowe, nieskładne i tak pasujące do niej ubrania, na jej rozwiane włosy i grzywkę wchodzącą w oczy, bo spinka została zapięta ciut za wysoko. Bianka złapała się na tym, że słuchanie Ady sprawia jej ogromną przyjemność, tak jakby spływał na nią ciepły strumień powietrza.
I wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Bianka zaczęła odczuwać to, co mówi Ada, jakby sama to przeżywała, zrobiło jej się gorąco, w jej wnętrzu pojawił się ruch jakiego nie znała. Ada natomiast poczuła stabilność i spokój, uziemienie, którego nigdy nie udało jej się osiągnąć.
✨ Rozwiń opis
Sesja z Adą była dziwna. – Bianka wracała do gabinetu i rozmyślała o tym, co się tam wydarzyło. Co to było? Zastanawiała się, z jednej strony zaciekawiona, z drugiej trochę przerażona. To było coś innego niż zazwyczaj, czuła się dziwnie, inaczej, tak jakby bardziej ciepła, bardziej żywa. Jej ciało przeszedł dreszcz. Pojawił się niepokój, lęk, to trudne uczucie, kiedy dzieje się coś nieznanego, coś nieoczekiwanego. Poczuła, że chciałaby się przed tym schronić.
Prysznic sobie z tym nie poradził. Chciała przysiąść do malowania, ale przypomniał jej się ostatni obraz – starucha. Wszystkie emocje tamtego dnia wróciły z podwójną mocą. Drżąc i wykorzystując wszystkie psychologiczne triki, których się kiedykolwiek nauczyła, zmobilizowała się, żeby malować. Na kartkę kapały łzy. Na początku była to tylko brązowa plama, która w drżących ruchach pędzla zaczęła pękać. A w pęknięciach popłynęła lawa.