Ten rozdział jest jeszcze zamknięty
Aby go przeczytać, odblokuj go za świetliki.
Zaloguj się, aby sprawdzić swoje świetliki i odblokować rozdział.
6:54 Czy Bianka jeszcze śpi? Może mogłabym zadzwonić. Nie, ona mnie znienawidzi. Poczekam jeszcze chwilę. Przysypia na 10 minut. A teraz? Może już. Nie jeszcze nie. Dobra – zrobię śniadanie. Nie, może najpierw się ubiorę, albo wiem. Włączę serial. Jak go obejrzę, jak się ubiorę, jak zrobię kanapki to będzie 9:00 i wtedy na pewno już Bianka nie będzie spała.
✨ Rozwiń opis
W sumie to było całkiem przyjemne wyjście z Adą. Bianka miała tylko dwie serdeczne koleżanki jeszcze z liceum, z którymi spotykała się dokładnie raz na trzy miesiące – na urodziny swoje oraz ich i czwarty raz w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Obydwie koleżanki były zamężne, miały dzieci i swój świat, który był znacznie szybszy niż jej. A właściwie to w ogóle za dziewczynami nie nadążała.
I po prawdzie, chyba nigdy tak spontanicznie nie wyszła na miasto. Jakiekolwiek wyjście na miasto okupowała bólem głowy i przebodźcowaniem, światła w supermarketach mocno drażniły jej oczy, cotygodniowe zakupy były dużą uciążliwością, którą musiała kilka godzin odreagowywać, znajdując sposoby na odpoczynek. Tymczasem spotkanie na jarmarku było bardzo przyjemne, takie jakby odżywcze. Było dla niej inspiracją do świata obrazów z serii średniowiecznych uliczek, targów, kuglarzy, tajemnych ksiąg, magii fantastycznych rytuałów, rzemieślników własnoręcznie szyjących ubrania i buty. Podobał jej się ten świat, urzekała ją ta sceneria.
I w sumie to nie miała jeszcze takiej koleżanki na co dzień. Takiej, która będzie do niej dzwoniła co dzień i szczebiotała o nowych butach, spleśniałym serku mascarpone podanym w restauracji i morderczych instynktach wobec swojego chłopaka. I choć chwilami wprawiało ją to w konsternację, pozwalała na to. Była miła, bo nie znajdowała innego sposobu jak odnaleźć się w tej sytuacji. Trwała, w słuchaniu, doradzaniu, pocieszaniu, stawianiu do pionu.
✨ Rozwiń opis
– Ej – dlaczego Ty nie masz na ten temat zdania – rozdrażniona Ada rzuciła Biance, gdy ta nie wiedziała, w której bluzce jest jej ładniej. – To nie jest fajne, że tylko ja tu mam zdanie – rozkręciła się. – I to dotyczy wszystkiego – teraz już rozkręciła się na dobre. To ja zawsze decyduję, gdzie pójść, to ja zawsze robię pierwszy krok, to ja zawsze dzwonię, to ja zawsze do Ciebie przychodzę. To ja – siedzę i patrzę jak malujesz – godzinami.
Bianka odłożyła pędzel. Właśnie malowała. Już od półtorej godziny malowała i choć równocześnie słuchała Ady szczebiotu to wcale jej ten szczebiot nie przeszkadzał. Wyrwała się z tej czynności, słysząc pretensjonalną nutę. Spojrzała na Adę.
I to Adzie wystarczyło. – W sumie to lubię patrzeć jak malujesz! – powiedziała Ada – Pięknie to robisz. Szczebiot Ady poszedł w inną stronę i zanim Bianka mogła cokolwiek Adzie odpowiedzieć – Ada już rozprawiała o nowej pasji Czarka, który odkrywa nowe aplikacje, o potencjale sztucznej inteligencji i sikorce, która zadomowiła się na Ady balkonie.
✨ Rozwiń opis
Przywykłam już do Ady, jej żywiołu, jej zabawnej, kolorowej energii. Dobrze mieć przyjaciółkę. To dobrze, że odważyłam się wtedy wyjść z nią z gabinetu. Czy zawsze trzeba być profesjonalnym? Codzienność, w której coś się wydarza jest lepsza od ciągłej rutyny. Myślała rysując swój kolejny obraz. Ostatnio wena jej nie opuszczała. Najchętniej zamknęłaby się w swoim pokoju i malowała, malowała, malowała. Gdyby nie telefony od Ady tak właśnie wyglądałyby jej dni. Mam tylko jeden problem – ja czasami nie nadążam, w sensie niby słucham, ale w pewnym momencie się totalnie wyłączam i nie pamiętam, co ona do mnie mówiła.