Ten rozdział jest jeszcze zamknięty
Aby go przeczytać, odblokuj go za świetliki.
Zaloguj się, aby sprawdzić swoje świetliki i odblokować rozdział.
Sylwester w górach, czyli dobra zabawa na pełnej, w sześcioosobowym gronie, ze znajomymi Ady i Czarka ze studiów – mały domek z kominkiem i sauną w piwnicy, gorąca balia na dworze. Zapowiadało się naprawdę dobrze.
Jechali S7, trochę padał deszcz i trochę przymarzało. Auto wypełnione śmiechem. Humory dobitnie im dopisywały. I nagle dźwięk – głuchy, metaliczny, nienaturalny. Potem wszystko przesunęło się o kilka centymetrów w bok — przestrzeń, ciało, czas. Samochód obrócił się nieznacznie.Powietrze wypełnił zapach rozgrzanego plastiku i kurzu. Cisza, która zapadła po uderzeniu, była zbyt gęsta, zbyt pełna. Przez chwilę nic się nie działo. Silnik jeszcze pracował, jakby nie zorientował się, że to już. Świat za szybą trwał dalej. Samochody mijały miejsce zdarzenia, ktoś zahamował, ktoś wysiadł. Wszystko działo się obok, jak scena oglądana zza grubego szkła.
A potem już były tylko cienie, światła i krótkie przebłyski świadomości.
* * *
Ada – trzy złamane żebra i kilka zadrapań.
Bianka – złamana prawa ręka, siniaki na całym ciele
Czarek – złamana miednica, połamane obydwie nogi, wstrząśnienie mózgu.
Auto – kasacja.
✨ Rozwiń opis
Aż się prosiło, żeby uciec. Do Stanów, do Włoch. Gdziekolwiek. Ada jednak każdego dnia podejmowała mikrodecyzję. – Zostaję. Koszt ucieczki byłby za duży. Nie decyduję się na to, żeby stracić Czarka, nie decyduję się na to, żeby zostawić wszystko w tyle i nie decyduję się na to, żeby nie zostać.
– Kurwa, Czarek, czy Ty musiałeś być takim gentelmenem? – zapytała, kiedy się obudził. Wyglądał żałośnie – dwie nogi na wyciągu, głowa obandażowana, ciężko było go poznać.
Została. Przychodziła codziennie. Myła. Przebierała. I podejmowała trudne decyzje, w pełni skalkulowane z tym, co było po drugiej stronie szali.
✨ Rozwiń opis
To miał być dobry, czas a wyszło – jak zawsze. Bianka siedziała w domu z trudem wykonując codzienne czynności. Wszystko ją bolało, na ciele naliczyła jakieś 35 siniaków, a prawa ręka w gipsie w znaczny sposób utrudniała jej życie. Musiała przeorganizować sobie sprzątanie, zrezygnować z części tego, co robiła zawsze. I choć mogła wrócić do pracy, przygotowanie gabinetu, aby było tak jak chce, zajmowało znacznie więcej czasu, kosztowało znacznie więcej.
Największym problemem nie była jednak praca. Straciła możliwość malowania.
– Hej Bianka – nie na zawsze – pocieszała samą siebie. Ale dni mijały jej szaro.
Czasami płakała wieczorami. Konwulsyjnie przeglądała swoje obrazy. Próbowała nawet malować lewą ręką, ale to nie działało. Nie miała nic, co mogłoby jej to zastąpić.
Często rozmawiała z Adą – pocieszała ją, tak bardzo jej szkoda było Czarka.
Wieczorami patrzyła sobie na lodową elficę – obrazek, który ostatnio stał się jej ulubionym. Pewnego dnia przed snem wyobraziła sobie ją, jak spada w przepaść, mroźną, lodową, pełną kryształowych odłamków, bezdenną przepaść. I tak się właśnie czuła.
✨ Rozwiń opis
Po raz pierwszy w życiu jej dni miały równy, powtarzający się rytm. Wstawała o świcie, ćwiczyła, jadła, szła do Czarka. A wieczory spędzała głównie oglądając seriale lub gadając przez telefon z Bianką. I jakoś tak znalazł się czas, żeby posprzątać w domu, znalazł się czas na gotowanie. Życie jakby spowolniło, albo inaczej to ona zatrzymała się jak przy grze w szachy i myślała o ruchach figur, które są możliwe.